niedziela, 14 lutego 2016

Walentynkowa żenada

Byłam na spacerze z psem. spotkałam lokalnego bezdomnego pijaczka. Jak zwykle wywiązała się rozmowa:
- Dzień dobry pani.
- Dzień dobry panu.
- Co dostałaś na walentynki?
- Nic.
- Jak to? Nie ma nikogo, kto by o to zadbał.
- Nie ma.
- To szkoda, że nie wiedziałem bo przyniósłbym ci balonik. Rozdawali dzisiaj.

Kurtyna.

Ale kurwa żenada.

sobota, 30 stycznia 2016

Prześwit w chmurach

Byłam dzisaj na zajęciach, warsztatach. Trudno to określić. Najlepiej to oddaje określenie "wydarzenie". Jednak nie takie trywialne, jakich jest milion na fb. To było WYDARZENIE.
Macie tak czasami, że z dnia na dzień podejmujecie decyzję by zrobić coś szalonego w mniemaniu innych ludzi? Macie tak, że wpadacie na pomysł i czujecie w środku spokój i pewność?
Ja to wszystko miałam. Był dreszcz emocji, gdy się zapisałam. To było całkiem nieracjonalne z powszechnego punktu widzenia, ale poczułam, że muszę to zrobić.
Gdybym Wam napisała co dziś przeżyłam to byście nie uwierzyli. Gdybym kilka dni temu przeczytała to co napiszę za chwilę, to stwiedziłabym, że nieźle mnie pojebało.

Kuźwa. Kuźwa! KUźWA! Słuchałam wiele razy o tym, że bioenergoterapeuci... że energia przepływa... że ktoś coś czuje... bla bla bla... tyle to dla mnie znaczyło. Jaka energia? Człowiek ma w środku krew a nie jakąś energię. I wiecie co, no jednak jest coś jeszcze. U każdego to odczuwanie jest inne. Ja dziś miałam dziesiątki ataków dreszczy i fale gęsiej skórki. Czułam jak gęsia skórka przechodzi falą od głowy do stóp. Jakby ktoś chlusnął na mnie z wiadra. Kluczowa sytuacja, a tuż po niej - chlust gęsia skórka falą... popłakałam się z emocji. Zasnęłam w trakcie jednej sesji na 10 minut. Totalne zagubienie, ale i radość.

Dziś pierwsyz raz od dawna jasno misię wylarowało w głowie co jest dla mnie ważne, czego tak na prawdę chcę. Uświadomiłam to sobie i czułam się z tą myślą świetnie. Poczułam energię i spokój. Uśmiechnęłam się w środku siebie. Radość rozsadza mi flaki.

Bardzo boli mnie głowa. Ale jestem szczęśliwa bo znam teraz sekret. Jedna z bardzo istotnych kwestii się wyklarowała. Choćby po to warto było tam pójść. A to wszystko dlatego, że pozbyłam się osądów. Projekcji. Przekonań. Dziś nagle w mojej głowie pojawiło się rozwiązanie, które zawsze tam było, ale nie małam odwagi sama przed sobą się przyznać do niego.

Jak może być jeszcze lepiej? Co jeszcze jest możliwe?

niedziela, 17 stycznia 2016

I nagle połowa stycznia...

Ten czas tak zasuwa że nie wiem kiedy stała się połowa stycznia. Rozczarowuje mnie podejście niektórych do życia.  staram się unikać toksycznych ludzi, ale nie zawsze mi to wychodzi. Inna sprawa że wampiry energetyczne nie odpuszczają tak łatwo. Są dni, że wypruwam  sobie flaki by osiągnąć cel. Czasem mi to wychodzi, a czasami nie, ale działam. Przychodzą dni zwątpienia,  załamania,  jednak podnosze się, otrzepuje z kurzu i podejmuje wyzwanie.
Nie radzę sobie jednak zupełnie z ludźmi, którzy znajdują tysiące argumentów dlaczego powinnam sobie odpuścić. Którzy stoją obok i mówią,  że mi się nie uda, nie warto się starać i próbować,  że moje pomysły są irracjonalne.  Tak czasami są,  ale w końcu i tak okazuje się,  że da się je zrealizować. 
Obecnie biorę udział w konkursie w którym startuje około 600 osób z całej Polski. Główną nagroda przysługuje 5 najlepszym osobom. W zeszłym roku byłam w pierwszej trzydziestce. W tym roku zrobię niemal wszystko by być w tej piątce. Zrobię to bo chce. Rozpisałam plan na miesiące i go konsekwentnie realizuje od pierwszego tygodnia stycznia. Będzie ciężko,  ale nie poddam się. Bo nawet jeśli się okaże,  że nie uda mi się zakwalifikować to będę z siebie dumna, że zrobiłam wszystko,  że zrealizowałam plan, który sobie założyłam.  Co to oznacza? Ze jestem w stanie osiągnąć wszystko czego chcę.
Prawda? Jak może być jeszcze lepiej?

piątek, 1 stycznia 2016

Pierwszy dzień stycznia 2016

Cały dzień robiłam nic. Dawno się tak nie zmęczylam odpoczywaniem. Plecy i tyłek mnie bolą od urzędowania na kanapie.

Obejrzałam "Nanga Parbat". Dobry film, motywujący by działać choć czasem sięganie do celu planów i marzeń może nieść że sobą ryzyko i potężne straty. Do tego piękno gór,  wysokość,  surowość,  wszystko co mnie w jakiś sposób przeraża. Z drugiej strony chciałabym zrobić coś takiego szalonego i niebezpiecznego, podjąć wielkie wyzwanie. Zdobyć taki szczyt.

Sylwester samotnie w domu. Człowiek który twierdzi że kocha już o 22 z groszami zaprosił mnie do siebie. Podziękowałam.  Za dużo złego się między nami wydarzyło.  Każde zdanie które chce powiedzieć do niego jest nasączone goryczą, rozczarowaniem, złością i bólem. Nie wiem dlaczego tak się stało,  nie tak przecież miało być.  Miałam być ta jedyna, najwazniejsza...

Mam adoratora który by wiele zrobił żebym go chciala. Wysyła kwiaty, prezenty. Nic do niego nie trafia że tego nie chce. W sylwestra przyszedł bukiet moich ukochanych tulipanów.  60 czy 70 sztuk.  Żółte, czerwone, różowe. Nie mam już do niego siły.  Do tego dziesiątki smsow. On nie rozumie kilku rzeczy, że uczucia są nie do kupienia. Druga rzecz to ja rozumiem wszystko ale do cholerny czemu on o siebie nie zadba? Polar, bojówki,  30 kg nadwagi. To nie moje klimaty. I jeszcze jedno. Najważniejsze.  Zonaci mnie nie interesują! Nie obchodzi mnie czy im się układa w małżeństwie czy nie. Nie chcę słuchać że sie rozwiedzie. Po prostu chemia nie teges. Zupełnie. Cóż z tego, że jest przesympatyczna,  uroczy, opiekuńczy.  Już komuś to obiecał.

Jutro biorę się od rana za ogarnięcie bałaganu w domu i szafach. Pozbywania się niepotrzebnych rzeczy ciąg dalszy. Cieszy mnie ta myśl.  Jutro też chce uporządkować plany noworoczne. Właściwie nie tyle noworoczne co na ten rok, przede wszystkim zawodowe bo z życiem prywatnym wrzucam sobie na luz. Nie idzie mi w tej materii.

Życzę Wam by w 2016 wszystko przychodziło Wam z lekkością i obfitoscia.

piątek, 25 grudnia 2015

Rok minął...

Minął ponad rok od mojego ostatniego wpisu na tym blogu. Bardzo dużo się zmieniło w ostatnim czasie.
Przede wszystkim stan Mamy jesienią się pogorszył.  Zmarła w marcu 2015. Mega trauma. Ból nowotworowy to coś potwornego.
Potem pogrzeb i wszystko na mojej głowie bo Tata i Brat w totalnej rozsypce.
Do tego zmiana pracy której dokonałam pod koniec 2014 roku i w związku z tym chęć wykazania się,  osiągnięcia czegoś.
Problemy w związku i znowu samotność.

Jest 25 grudnia i niby nie jestem sama. Wokół mnie kilka osób ale w rzeczywistości nie mam w nich zbyt wielkiego oparcia. Mogę liczyć na pomoc, ale nie na rozmowę,  wyplakanie się na ramieniu. Jest mi ciężko.  Przygotowałam te święta.  Gotowanie, prezenty ale nie cieszą mnie w ogóle.  Mój Tata zaprosił dziś faceta z którym się spotykałam przez długi czas. Oni się lubią.  On mnie traktuje jak powietrze. Jest miły i grzeczny ale w taki chciałoby się powiedzieć kastrujacy sposób.  Mimo iż jestem kobietą.

Wybaczcie brak polskich liter tu i ówdzie. Jeszcze nie do końca opanowałam pisanie z tabletu. Niedługo sobie sprawie do niego klawiaturę to będzie mi łatwiej.

Sukcesy też były i są. Chciałam być w pierwszej dziesiątce pracowników naszego oddziału i jestem. Chciałam zrobić konkurs prezesa i zrobiłam. Jestem doceniana, jak mówi pani dyrektor, jestem ich skarbem, diamentem i będzie mnie wspierać i pomagać bym osiągnęła sukces.

Właśnie zrobiłam listę rzeczy tych dużych i drobnych na najbliższy rok. Chcę iść na kurs tańca żeby się ruszać,  być pośród ludzi. Odgruzuje mieszkanie w niepotrzebnych rzeczy bo i stanie zaczęłam to robić i spodobało mi się.  Mam sporo celów zawodowych, ale przede wszystkim chciałabym poczuć szczęście w duszy. Taki stan gdy jechalam samochodem śpiewając,  uśmiechać się do ludzi nie tylko z przyzwyczajenia. Czuć ta lekkość w środku ale i w postępowaniu. Nabrać pewności siebie.

poniedziałek, 6 października 2014

Powrót z zaświatów

Powracam po latach :)
Działo się tak dużo, że trudno to będzie opisać. Grunt, że pozbyłam się swojego byłego skutecznie. Mówi się, że wyrządzone zło wraca ze zdwojoną siła i coś w tym jest. Do niego wróciło, ale nie mam z tego satysfakcji. Mimo iż odwalił wiele obrzydliwych numerów, to żal mi patrzeć na to jak ugrzęzł w problemach. Przez chwilę miałam nawet pomroczność i chciałam mu pomóc, ale potem mi się przypomniało, z jakiego bagna, z jakim trudem i stratami się wykaraskałam.

Zmieniłam całkowicie swoją karierę zawodową. Systemy informatyczne i projekty informatyczne to temat którym się zajmuję tylko z doskoku. Rozkręcam sklep internetowy, ale zajmuję się również doradztwem i ta część mojej pracy sprawia mi największą przyjemność i radość.

To ciężki kawałek chleba bo każdy polak jest lekarzem i prawnikiem w jednym, oczywiście zna się na każdym innym temacie lepiej od specjalisty. Spotykam się przede wszystkim z młodymi ludźmi, którzy mają kredyt hipoteczny. Do tej pory żaden z klientów nie przeczytał regulaminów, ogólnych warunków umów, ani treści samej umowy kredytowej ze zrozumieniem. 99% z nich nie przeczytało nawet bez zrozumienia. Rozumiem ich doskonale, bo też nie czytałam wszystkich OWU do usług dodatkowych oferowanych przy kredycie.

Spotykam się z młodymi osobami, które robią mi poniekąd łaskę, że przychodzą na spotkanie. Rozmawiamy. Ja pytam, a oni odpowiadają. I widać jak w ciągu 15-20 minut schodzi z nich napięcie, ale czują się też zagubieni. Niestety zwykle okazuje się, że nie orientują się co podpisali, na jakich zasadach i jak ogromne pieniądze. Moim zadaniem jest doradzić takie rozwiązanie, które w razie kłopotów ze zdrowiem lub pracą, pozwoli im udźwignąć ciężar kredytu i życia codziennego. Wspaniale jest widzieć, jak zmartwienie i strach z ich twarzy znika, gdy dowiadują się, że są możliwości dogadania się z ich bankiem lub zadbania o własne interesy w inny sposób.

Wierze w to co robię, uczę się i szkolę intensywnie. Łagodnieję, choć niektórymi klientami to wypadałoby potrząsnąć żeby się obudzili i zeszli na ziemię. Mój dzień jest dobry wtedy, gdy klient wychodzi zadowolony, bo wyniósł mnóstwo wiedzy, a także ma w garści narzędzia. Pozostaje tylko kwestia kiedy z nich skorzysta.

Szefowa się śmieje, że głoszę dobrą nowinę. Czuję potrzebę podzielenia się tym co juz wiem, jednocześnie cieszy mnie, gdy klient wraca.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Podwórkowe tematy

Czy dzieci wychodzą teraz na podwórka? Czy grają w dwa ognie? Podchody?
Od czasów mojego dzieciństwa sporo się zmieniło jak mi się wydaje. Na podwórkach widzę częściej tabliczki o treści "Zakaz gdy w piłkę", niż dzieci bawiące się w cokolwiek.
Czy teraz dziewczynki grają w gumę?
Nie widziałam też od bardzo dawna żeby na uliczce biegnąc przez podwórko był wyrysowany tor na którym się ścigały kapsle z flagami państw.