niedziela, 30 czerwca 2013

Zignorowana

Dzień zaczął się wcześnie bo około 1:30 gdy odwoziłam kolegę mojego brata po imprezie. Chłopak przesympatyczny, ale wstawiony gadał i gadał. Tyle komplementów to przez ostatni rok nie usłyszałam co od niego w ciągu 20 minut.Właściwie to tylko mi się nie oświadczył :) Ubawiłam się setnie.
Nie mogłam zasnąć aż do 3 bo mdliło mnie po coli, sokach i chipsach. Miałam taką fazę na chipsy, że szok. Ale nieprzespane godziny i mdłości dały mi w kość i długo znowu nie zjem chrupka. Swoją drogą to chrupki kukurydziane uwielbiam, ale smak hamburgerów to jakaś pomyłka.

Po 9 obudził mnie telefon rezerwacyjny a potem już nie zasnęłam. Chociaż przez chwilę miałam taki plan. Wegetowałam sobie w łóżku, rozmawiając z przyjaciółką. Było bardzo miło, relaksująco. Kot mruczał. Odpisałam na smsa sprzed kilku dni. Sms był od Dohtorka, który momentalnie odpisał. Ten to potrafi mi poprawić humor :) jednak pól godziny później padłam na twarz, bo zgięlo mnie z bólu. Nie ma to jak PMS. Tak w ogóle to, nienawidzę Cię zespole napięcia!

Obiad u rodziców, spotkanie z bratem i jego dziewczyną, krótki wypad do stajni i ploteczki. Prasowanie, szycie. Wszystko szło pięknie i ładnie. Do czasu jak się wkurzyłam bo dowiedziałam się, że ktoś kto miał dzisiaj wrócić nie wróci. I nie jest to akurat problem. Problemem jest to, że dowiaduję się o tym znowu przez przypadek. Jak ja nie lubię takich sytuacji. Nie tylko ktoś nie szanuje mojego czasu, bo czekam, bo biegam po zakupy żeby zrobić coś na kolację. Sprzątam i prasuję, żeby to jakoś wyglądało, a zupełnie nie miałam na to sił. więc również zero szacunku do mojej osoby, moich sił. I w ogóle co to są za porządki, żeby najpierw robić zamieszanie z przyjazdem a potem plany zmienić i nawet mnie nie poinformować?!

Goście planują przyjechać tu jutro. Natomiast ja nie zamierzam tu nikogo jutro nocować. Trudno. Nie jestem przydrożnym motelem do którego można zajechać gdy ci akurat po drodze. Nie po to zmieniam plany i staję tu na głowie żeby wszystko przygotować, żeby zostać po prostu ignorowaną. Nie obchodzi mnie gdzie jutro przenocują. Jutro poczta. księgowość i stajnia. Nie będe po raz kolejny rezygnować bo ktoś jest niepoważny.

Tymczasem oddalam się wytrzeć kurz i zrobić podmiankę wody w akwarium.

piątek, 28 czerwca 2013

Ślub kuzyna

Kilka lat temu mój kuzyn brał ślub. zaprosił mnie i na ślub i wesele do innego miasta. Kupiłam prezent, przygotowałam sukienkę, buty. Mój ówczesny partner (byliśmy razem kilka lat) zobowiązał się, że pojedzie ze mną. Kupiłam mu koszulę do garnituru, wszystko było przygotowane. Na tydzień przed ślubem luby zaczął przebąkiwać, że w sumie to on nie lubi ślubów bo nie lubi kościołów, a w ogóle to ma być brzydka pogoda, no i buty ma niewygodne, zresztą i tak nie lubi wesel. Na trzy dni przed ślubem powiedział, że on nie jedzie i nie ma sensu żebym ja jechała bo bede się źle bez niego bawić.
Nie miałam zamiaru rezygnować z tego ślubu ani wesela, bo rodzina jest dla mnie ważniejsza niż fochy jakiegoś faceta. Nie miał żadnego istotnego powodu żeby nie jechać. Tylko i wyłącznie jego lenistwo i niedostosowanie społeczne.  Zadzwoniłam do Krisa i przedstawiłam mu sytuację. Był wtedy akurat wolnym facetem więc nie było problemu żeby ze mną pojechał.
Do sobotniego poranka luby był pewien, że nigdzie nie pojadę i planował weekend ze mną. Jakie było jego zdziwienie, gdy zapakowałam sukienkę i małą torbę podróżną do gokarta. Liczyłam na to, że jednak się ocknie i pojedzie, ale nie. On się obraził. Pojechałam więc po Krisa i pognaliśmy na ślub. Wesele było drętwe, ale rozruszaliśmy je z Krisem. Wytańczyłam się za wszystkie lata z tamtym drewniakiem.
 Oczywiście luby się obraził. Nie odzywał większą część dnia, napisał mi smsa że to koniec. Pod wieczór zaczął pisać, że to jednak nie tak, że on kocha, etc.
Po powrocie wiedział, że są rzeczy dla mnie ważne i jeżeli mówię, że mi zależy, to nie zrezygnuję tak łatwo. Nie mógł tego zrozumieć. Dotarło to do niego z chwilą gdy przestało mi zależeć na nim.

Osaczenie

Spędziłam wczoraj wieczór z moim przyjacielem. Poszliśmy na obiad i piwo. Poplotkowaliśmy. Rozmawialiśmy o jego partnerce i o moich partnerach. Dotarło do nas jedno, że prawdziwa tragedią jest spotykanie się z kimś kto nie ma żadnych znajomych. Osoby  takie mają tendencje do osaczania partnera. Jeszcze gorze jest gdy oprócz braku znajomych, nie mają żadnych pasji czy zainteresowań. Wtedy najlepiej pójść piwnicy i powiesić się na rurze centralnego ogrzewania.

Ania osacza go swoją osobą w sposób totalny. Kris zauważył, że od kilku lat nikt z jego znajomych nie dzwoni do niego poza godzinami pracy bo Ania robiła sceny zazdrości, że Kris rozmawia ze znajomymi przez telefon zamiast zajmować się nią. Zajmowanie się nią polega na tym by razem siedzieć na kanapie, albo przy stole albo po prostu być razem w innych pokojach ale bez obecności jakichkolwiek osób. Norma było że 2-3 razy do roku Kris robił u siebie imprezki z posiadówkami na tarasie. Od kiedy Ania się wprowadziła, takich imprez nie ma, bo ona w tygodniu to musi się wyspać bo wstaje wcześnie do pracy (to dobry argument) a w weekend nie ma imprez bo ona musi odespać albo pojechać do mamusi pod Grójec albo posprzątać... w efekcie odcięła Krisa, niezwykle towarzyska osobę, od znajomych z czym on czuje się coraz gorzej i jak przyznał coraz częściej marzy by nie wracać z pracy do domu.

Czy rozmawiał z Anią o tym. Rozmawiał. Co Ania odebrała jako atak na siebie. Bo ona mu nie wystarcza. Poczuła się głęboko zraniona, że on chce czasem się spotkać ze swoimi przyjaciółmi. Proponował spotkanie całą ekipą, oczywiście razem z Anią. jednak Ania nie będzie się spotykała z jego kolegami a tym bardziej koleżankami.

To samo przerabiałam z kilkoma moimi partnerami. Najchętniej to siedzieliby u mnie w domu, oczywiście koniecznie ze mną. I żebym się zajmowała nimi - schemat zajmowania jak w przypadku Krisa i Ani. Nie ogarniali mojej pasji. Nie rozumieli zym jest wena i jak się działa mając własną firmę. Robili sceny że ja miałam wolne gdy akurat oni musieli pracować, a czasem gdy był weekend to ja musiałam przysiąść i zrobić jakiś projekt. Do stajni ze mną się nie chcieli ruszyć bo co by tam robili i próbowali ograniczać moje treningi bo powinnam być z nimi, bo przecież oni przez te 3 godziny to zatęsknią się na śmierć. Spotkania ze znajomymi to był powód do awantury. Sami na spotkanie nie pójdą bo im się nie chce, ale samej nie wolno mi iść bo to równoznaczne z końcem relacji.

Nie rozumiem skąd w ludziach pomysł, że jak skrócą smycz to będą mieli wszystko pod kontrola. zapominają że sami mogą na tym ucierpieć. To chyba krótkowzroczność. A może niepewność?

czwartek, 27 czerwca 2013

Myślenie ma przyszłość

Przeraża mnie brak myślenia u ludzi, taki brak myślenia na co dzień. Zapominają, że w życiu, jak w szachach, jeden ruch determinuje kolejne.

Wczorajszy dzień obfitował w takie sytuacje. jaśnie Pan użalający się jaki to on jest samotny. Nic dziwnego skoro nie potrafił nawet na chwilę przestać myśleć o sobie, patrzeć na siebie, mówić o sobie i swoich sprawach, etc.
Kobieta, która weszła na pasy na czerwonym świetle i jest zdziwiona, że samochody zatrzymują się z piskiem.
Pan, który chce mieć cały obiekt do swojej dyspozycji w środku sezonu, ale nie chce płacić za wynajem tegoz obiektu w całości, tylko za pokój swój i swoich znajomych.

Długo by opowiadać. Zawiadomienie o podłożeniu bomb i ewakuacja tysięcy osób. Psy zostawiane w upał w samochodzie.  Czy tak trudno jest uruchomić myślenie? Zdrowy rozsądek? Sumienie? Cokolwiek?!