piątek, 28 czerwca 2013

Osaczenie

Spędziłam wczoraj wieczór z moim przyjacielem. Poszliśmy na obiad i piwo. Poplotkowaliśmy. Rozmawialiśmy o jego partnerce i o moich partnerach. Dotarło do nas jedno, że prawdziwa tragedią jest spotykanie się z kimś kto nie ma żadnych znajomych. Osoby  takie mają tendencje do osaczania partnera. Jeszcze gorze jest gdy oprócz braku znajomych, nie mają żadnych pasji czy zainteresowań. Wtedy najlepiej pójść piwnicy i powiesić się na rurze centralnego ogrzewania.

Ania osacza go swoją osobą w sposób totalny. Kris zauważył, że od kilku lat nikt z jego znajomych nie dzwoni do niego poza godzinami pracy bo Ania robiła sceny zazdrości, że Kris rozmawia ze znajomymi przez telefon zamiast zajmować się nią. Zajmowanie się nią polega na tym by razem siedzieć na kanapie, albo przy stole albo po prostu być razem w innych pokojach ale bez obecności jakichkolwiek osób. Norma było że 2-3 razy do roku Kris robił u siebie imprezki z posiadówkami na tarasie. Od kiedy Ania się wprowadziła, takich imprez nie ma, bo ona w tygodniu to musi się wyspać bo wstaje wcześnie do pracy (to dobry argument) a w weekend nie ma imprez bo ona musi odespać albo pojechać do mamusi pod Grójec albo posprzątać... w efekcie odcięła Krisa, niezwykle towarzyska osobę, od znajomych z czym on czuje się coraz gorzej i jak przyznał coraz częściej marzy by nie wracać z pracy do domu.

Czy rozmawiał z Anią o tym. Rozmawiał. Co Ania odebrała jako atak na siebie. Bo ona mu nie wystarcza. Poczuła się głęboko zraniona, że on chce czasem się spotkać ze swoimi przyjaciółmi. Proponował spotkanie całą ekipą, oczywiście razem z Anią. jednak Ania nie będzie się spotykała z jego kolegami a tym bardziej koleżankami.

To samo przerabiałam z kilkoma moimi partnerami. Najchętniej to siedzieliby u mnie w domu, oczywiście koniecznie ze mną. I żebym się zajmowała nimi - schemat zajmowania jak w przypadku Krisa i Ani. Nie ogarniali mojej pasji. Nie rozumieli zym jest wena i jak się działa mając własną firmę. Robili sceny że ja miałam wolne gdy akurat oni musieli pracować, a czasem gdy był weekend to ja musiałam przysiąść i zrobić jakiś projekt. Do stajni ze mną się nie chcieli ruszyć bo co by tam robili i próbowali ograniczać moje treningi bo powinnam być z nimi, bo przecież oni przez te 3 godziny to zatęsknią się na śmierć. Spotkania ze znajomymi to był powód do awantury. Sami na spotkanie nie pójdą bo im się nie chce, ale samej nie wolno mi iść bo to równoznaczne z końcem relacji.

Nie rozumiem skąd w ludziach pomysł, że jak skrócą smycz to będą mieli wszystko pod kontrola. zapominają że sami mogą na tym ucierpieć. To chyba krótkowzroczność. A może niepewność?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz