niedziela, 7 lipca 2013

Droga życia

Oglądam sporo filmów. Są takie filmy do których się z przyjemnością wraca bo trzymają w napięciu. Są takie które zawsze bawią, a inne wzruszają.

Przed chwilą obejrzałam film "The way" z 2010 roku. Głowną rolę gra Martin Sheen. Nie przepadam za nim jakoś specjalnie, jak również za jego synami. Jednak ten film mnie totalnie poraził. Zmasakrował mój mózg.

Nie jestem w stanie napisać nic więcej chociaż w głowie kłębi się milion myśli, spostrzeżeń. Dzisiaj po raz pierwszy od miesięcy płakałam tak strasznie . Pomogło mi to, w końcu zeszła ze mnie część napięć.

Z drugiej strony wypełnia mnie smutek. Wszystko w środku chce działać, zmienić ten stan, bo przecież ktoś może zadzwonić i muszę być w świetnym nastroju. Tyle, że wiem, że to głupie. Bardzo głupie. Skąd mi się to wzięło, że muszę być silna? Zawsze i wszędzie? Niezależnie od okoliczności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz