wtorek, 30 lipca 2013

Dzielna nad dzielnymi

Jestem dzielna nad dzielnymi! Z rana ćwiczenia, potem praca i to nie tylko wydajnie ale i koncepcyjnie podziałałam. Pchnęłam sprawy które wisiały nade mną od dwóch tygodni. Zmontowałam pyszny lekki obiad i zasiadłam do lektury dotyczącej marketingu. Przygotowałam recenzję i listę uwag do książki znajomej. Książka choć o coachingu i marketingu to jest wciągająca. Jednym tchem przeczytałam ponad 100 stron robiąc notatki i zapisując swoje spostrzeżenia. Niestety całe mnóstwo literówek i błędów gramatycznych odebrało część przyjemności z lektury. Grunt, że zgłoszone i kolejna wersja będzie poprawiona. Potem poszłam biegać. Uff lekko nie było, ale 5 km za mną. Krasnoludki tudzież kot nawrzucali kamieni do butów ewentualnie wkleili ołowiane płytki w podeszwy. Wyjątkowo ciężko dzisiaj się biegało. Nie miałam siły nadać elastyczności ruchowi, podnosić stóp znad bruku. Po 2 km zaczął boleć staw skokowy. Boli co prawda od dłuższego czasu. Podejrzewam, że znowu chrząstka zaczęła go wypełniać i za jakiś czas może być konieczna artroskopia. Nie ma jednak co gdybać, kondycja to kondycja i żadna głupia chrząstka mi nie przeszkodzi w osiągnięciu celu. A okazja spotkania przystojnego Dohtorka jest miłą wizją.Po bieganiu wypiłam piwo po którym niemal mnie ścięło z nóg. Moja ekonomiczność mnie całkowicie zaskoczyła. Mimo wszystko dotarłam do domu i oddałam się pastowaniu siodła i ogłowia. Jak mogłam tak zapuścić sprzęt?! Na dodatek wczorajsze tarzanie się koniny w siodle, nie wyszło siodłu na dobre. Zresztą mnie też nie co ilustruje wielki krwiak nad kolanem. Cóż... myślenie ma przyszłość. A jeśli nie jestem w formie to lepiej, żeby na konia nie wsiadała.

Powiedzcie mi skąd się bierze tyle agresji w ludziach? Stoję przy kasie w sklepie. Duży dyskont. Przede mną stoją dwie starsze pani. Jedna z nich oparła się o swój wózek który oparł się o plecy kolejnej. Ta nagle się odwraca i puszcza wiązkę do operatorki nieszczęsnego wózka. Emerytki zaczynają na siebie fuczeć, psioczyć, przerzucają się inwektywami. Podczas gdy nic się nie stało. Nikomu nie stała się krzywda, poza zranionym ego. W sumie, to szkoda że nie pobiły sięna bagietki na przykład. To byłoby efektowne. Dwie wściekłe emerytki miotające bagietkami niczym Han Solo mieczem świetlnym. Bagietka rozpirzają kasę, okruchy sypiące się wokół, na pozostałych kolejkowiczów. Łzawiące ślepia kasjera, który przez przypadek dostał krańcem bagietki w oko. Czy Lidle i Biedronki mają ochronę? Bo nie wiem. I ciekawe jak szybko taka ochrona by zareagowała i wyprowadziła lub wyniosła dwie rozbuchane emerytki. Strach się bać w każdym razie.

1 komentarz:

  1. Ale Cię poniosła wyobraźnia..... no, no....
    ***
    Zauważyłam ,że bardzo dużo agresji, niezadowolenia, nerwowości jest właśnie w pokoleniu owych pań emerytek. Myślę,że spowodowane to jest starzeniem się i brakiem poczucia bezpieczeństwa ze strony rodziny i państwa.
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń