wtorek, 23 lipca 2013

Okropeczny dzień

W powietrzu tlenu było dzisiaj jakby mniej niż zwykle. Nic, absolutnie nic dzisiaj nie zrobiłam. Nic nie uszyłam, nic nie sprzątnęłam, nic nie narysowałam. Mimo wielu prób. Zwykle wieczorem wena wraca i zrobię coś, ale dzisiaj nawet na to nie mam sił.

Czytam książkę która napisała znajoma i podesłała mi do recenzji. Czytam czytam inie wiem o czym czytam. Jedno, że książka napisana jest stylem który mi zupełnie nie odpowiada. Drugie, to próba uczenia/szkolenia ludzi poprzez powieść.Niestety dziewczyna się gubi w formach gramatycznych, nie wstawia przecinków tam gdzie one powinny być i w efekcie ze zdania wynika coś innego niż to co chciała przekazać autorka. Ciężko się to czyta.

Dziewczę od dzierżawy koniny się zdecydowało. Ciężka sprawa. Jest bardzo pewna swoich umiejętności, a są one marne. Przerost formy nad treścią. Jest tak pewna siebie, że przyjechała by wsiąść na obcego konia, ale kasku nie zabrała. Pytam gdzie ma kask, a ona że nie ma. Dodam, że dziewczyna podobno trenowała skoki i miała swojego konia jeszcze do niedawna. własne wycacane nowe autko, firmowy telefon, jednak rozumu nie wystarczyło żeby zaopatrzyć się w kask. To proszenie się o kłopoty. Podjęłam decyzję, że od początku wprowadzam moje zasady. Mój koń więc będzie po mojemu. Jeśli dziewczynie się wydaje, że u mnie to jak z nauką w szkole jazdy samochodem, przychodzę, ktoś konia wyczyści, wsiadam na konia, jeżdżę, zsiadam i niech się ktoś koniem zajmie... o to nie u mnie takie numery. A to dziewczę ma takie zapędy. Mam nadzieje, że jest reformowalne i będziemy miały radość, ona z doskonalenia umiejętności, a ja z tego, że ona robi postępy.

Idę zaraz spać. Musze się wziąć za siebie jutro od rana. Póki co skończę oglądać Borewicza. Jego mądrości życiowe zwalają z nóg!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz