wtorek, 16 lipca 2013

Po amerykańsku, wszystko OK

Nie dam rady ani dnia dłużej. Moja matka mnie wykończy. Skończę w wariatkowie z załamaniem nerwowym. Dzisiaj kolejna afera. Zadzwoniłam że przyjeżdża moja kuzynka z USA w niedzielę i chciałaby się spotkać z moimi rodzicami jeśli akurat będą w Warszawie. Matka wycedziła z przekąsem, że mogłabym znaleźć w końcu trochę czasu i poświęcić go rodzinie.

Odwołałam wyjazd na zgrupowanie w ten weekend bo umówiłam się z Asią i Philem, że ich oprowadzę po Warszawie. W poniedziałek i wtorek podobnie, a potem w razie potrzeby odstawię ich na lotnisko czy pociąg bo nie wiem jakie mają dalsze plany podróżne.

Matka jednak wie lepiej, że nie mam czasu. Bo przecież nie miałam czasu pojechać z psem do weterynarza. A jak pisałam to nie kwestia tego, że nie miałam czasu. nie mogłam wsiąśc za kierownicę poprostu. Mogłam być za pól godziny tramwajem, mógł tata po mnie przyjechać, to tylko 10 minut autem. Do mojego brata oczywiście nie zadzwoniła nawet chociaż to chłopa prawie 190 cm wzrostu, 120 kg i pakujący na siłowni.

Jestem na każde jej zawołanie. Chce jechać na zakupy - jestem. Chce żeby jej coś załatwić - załatwiam. Chce pogadać - przyjeżdżam albo dzwonię. Odbieram ją od lekarzy, kupujęleki, suplementy, sprawdzam informacje w internecie, badam temat we własnym zakresie, wysyłam radosne emaile, żeby ja podnieśc na duchu.

Ktokolwiek przyjeżdża do Warszawy to znajduję czas by zabawiać gości. Zawsze mam czas żeby coś komuś sprawdzić, załatwić. Zawsze mam czas by odebrać telefon i porozmawiać, pocieszyć innych.

Zwykle to wszystko odbywa się moim kosztem. Mojego snu. Moich emocji. mojego czasu wolnego. Sypiam niewiele żeby mieć czas dla rodziny i pracy. Trenuję coraz mniej, nieregularnie bo co chwila coś wypada. Albo jestem w takim stanie psychicznym że nie jestem w stanie wsiąść na konia.

To jedyne miejsce gdzie piszę co na prawdę mnie boli, co we mnie siedzi. Jest jeszcze jedna osoba daleko, której referuję czasem co się dzieje. Poza tym zamknęłam się w sobie bo nie jestem w stanie inaczej funkcjonować. Gdybym nie zbudowała tego muru wokół siebie to bym wybuchała złością co chwila albo ryczała.

Ktoś napisał mi wczoraj, że jestem Dr Jekyll i Mr Hyde. Tak. Kto mnie zna face-to-face nie uwierzyłby w to co się ze mną dzieje. Jak jestem smutną i zdruzgotaną osobą. Bo na co dzień jestem uśmiechnięta, służąca dobrym słowem, pomocą. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że jestem w czarnej dupie. Sama. Z Matką która zawsze była toksyczna a teraz jest spotęgowana przez raka i walkę z choróbskiem. Zatroskana o Ojca, z którym zawsze byłam bliżej niż z Matką. A on się bardzo martwi o Matkę i ma mnóstwo roboty i zajęć z tego powodu. Jestem przygnieciona odpowiedzialnością za firmy i pracowników, a mamy potężny kryzys i jest ciężko. Jestem umęczona moimi problemami zdrowotnymi, które wynikają przede wszystkim z życia w ogromnym stresie.  Jestem samotna, bo mężczyźni którzy wokół mnie się pojawiali byli zbyt skoncentrowani na sobie by mnie zauważyć. Traktowali jak dopełnienie swojego żywota.

Jestem wykończona. Mam dość. Jestem twarda. Nie płaczę bo klienci nie mogą przez telefon usłyszeć, że nie jestem w formie. Jest po amerykańsku, wszystko OK.

1 komentarz:

  1. Kobieta silną być musi... Tylko dlaczego zawsze ona!?
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń