wtorek, 20 sierpnia 2013

Musieć, a chcieć

Kilka lat temu byłam na szkoleniu z zarządzania czasem. Brzmi banalnie i w sumie nigdy nie miałam większych problemów z planowaniem sobie czasu. Szkolenie jednak mi wiedzę uporządkowało, a przede wszystkim poznałam mnóstwo mechanizmów, które rządzą człowiekiem. Na szczęście, nauczyłam się też jak sobie radzić, jak przeprogramować mózg by się nie dać zmanipulować.

Jest takie słowo klucz. Wyrażenie które blokuje człowieka całkowicie i nim się zorientuje, to już jest nastawiony negatywnie do wszystkiego co musi zrobić. To określenie "musieć coś zrobić". Za każdym razem gdy zaczynasz zdanie czy choćby mówić do siebie w myślach "muszę zrobić to czy tamto..." nastawiasz się negatywnie. Kodujesz zadanie jako pewien przymus, obowiązek i to przykry. Do realizacji zabierasz się z mniejszym entuzjazmem niż w sytuacji gdy przedstawiasz je sobie w głowie opisując słowami "chcę to zrobić" albo "z przyjemnością to wykonam". Kontrola myśli ma ogromną moc i ponoć potwierdzone jest to badaniami psychologów.

Z doświadczenia wiem, że gdy tylko pod skórą poczuję nutkę przymusu czy obowiązku, to dana czynność traci cały swój urok.

Co ciekawe to samo ma miejsce w treningu z koniem. Możesz konia zmusić do zrobienia pewnych rzeczy. Możesz założyć patenty jak wypinacze czy czarną wodzę. Możesz go zmusić do aktywniejszego ruchu trzaskając raz po raz batem. Jednak koń wykona takie ćwiczenie spięty i sztywny. Do tego będzie sfrustrowany, bo wykonuje zadanie pod przymusem. Nawet jeśli potem konia pochwalisz, pozostanie napięcie. Jest druga droga, dużo bardziej wymagająca od trenera/jeźdźca. To ścieżka, która sprowadza się do przekonania konia, że chce to dla ciebie zrobić. Nagradzasz za każdy przejaw chęci do wykonania zadania. Nie bede tu szczegółowo opisywać proicesu, ale choć droga do celu jest dłuższa, to jednak efekty są dużo trwalsze, a przede wszystkim osiągnięte w przyjemniejszy sposób i bardziej komfortowy dla konia.

Od dłuższego czasu uczę się żyć przede wszystkim dla siebie. Nie chce nic robić na siłę. Są pewne rzeczy, które muszę robić takie jak pracować by płacić rachunki czy ratę zamieszkanie. Muszę zadbać o kota, konia czy rybki bo to stworzenia całkowicie ode mnie zależne. Całymi latami żyłam dla osób mi bliskich. Byłam taka jak życzył sobie Eksio, spełniałam ambicje rodziców. W efekcie byłam bardzo nieszczęśliwym człowiekiem. Myślałam, że jest fantastycznie, gdy zadowoleni są moi bliscy. Czasami czułam w środku bunt i pozwalałam sobie na wyskoki, które sprowadzały się do robienia sobie przyjemności. Byłam za to krytykowana przez bliskich bo nie byli w stanie akceptować, że chce czegoś innego niż oni. A mnie coraz trudniej było tolerować fakt, że moje życie sprowadzało się do całej listy obowiązków, a dni zaczynałam od litanii "muszę".

Prawie nic nie muszę. Chcę. Chcę być szczęśliwa i żyć w zgodzie z sobą. Chcę być dobrym i uczciwym człowiekiem. Chce się rozwijać, uczyć nowych rzeczy. Chcę się realizować. Chcę przyzwoicie zarabiać by mieć pewien komfort finansowy. Chce być córka na którą mogą liczyć moi rodzice, siostrą która jest oparciem i przyjacielem dla brata.

A teraz chcę zaprojektować grafikę dla aplikacji. A może jednak muszę...? :P

2 komentarze:

  1. Oj, tak! Jak coś muszę, to zaraz mi się odechciewa.

    OdpowiedzUsuń
  2. "W efekcie byłam bardzo nieszczęśliwym człowiekiem. Myślałam, że jest fantastycznie, gdy zadowoleni są moi bliscy."

    Też tak kiedyś myślałam, ale pewien mądry człowiek powiedział mi, że jeśli sama będę szczęśliwa ze sobą i gdy będę robić to co sprawia mi przyjemności to inni też będą ze mną szczęśliwi. I to działa. Także, wytrwałości i jak najmniej przymusu w życiu;)

    OdpowiedzUsuń