piątek, 23 sierpnia 2013

Pan Jarandkowicz

Od pewnego czasu podrywał mnie pewien osobnik, nazwijmy go z pewnych względów Jarandkowiczem. Załatwialiśmy sprawy służbowe do tej pory, ale w ostateczności zgodziłam się z nim spotkać na kawę pół prywatną, pół służbową. Początki bardzo sympatyczne, miła kawiarnia, on elegancki, pachnący, otwierający i przepuszczający w drzwiach, ale... w trakcie półgodzinnego spotkania Jarandkowicz gadał tylko o sobie i swoich sprawach. Wiem jakie ma w spółkach aktywa i pasywa, jaki majątek, ile zapłacił za swój ostatni samochód, a ile go kosztował ten który kupił pół roku temu. Dowiedziałam się jak kombinuje by płacić mniejsze podatki i jak zapatrują się Brytyjczycy na zakładanie firm w UK przez Polaków. W trakcie tych opowieści przypomniało mu się, że miał mieć informacje z firmy leasingowej na temat warunków leasingu zwrotnego który załatwiał. Nie mógł się powstrzymać chwili nawet tylko złapał telefon i zadzwonił. Po czym ani przepraszam ani nic tylko dalej nawijał o sobie. Jaki to on jest dobry, zamożny, bla bla bla... słowotok przerwał na chwilę by zadzwonić w kolejne miejsce. Tym razem musiała się pilnie dowiedzieć o której ma pojechać na serwis z samochodem. Jako, że okazało się, że już może tam jechać, więc stwierdził że musi lecieć. I tu znowu włączył dobre maniery. Odprowadził mnie do samochodu, po drodze wszystko jak należy. Koniecznie chciał się umówić na kolację.

Byłam w takim szoku wywołanym jego buractwem, że mnie zatkało. Normalnie nie wierzę w to co się działo.

Zauważyłam jednak pewną prawidłowość. Wielu mężczyzn którzy zarobili duże pieniądze, zapominają o dobrych manierach. Przepuścił w drzwiach bo to pewnie jeszcze wyniósł z domu. Jednak nikt nie nauczył, że rozmowy przez telefon w trakcie spotkania, są po prostu niegrzeczne. Co innego gdy ktoś dzwoni z ważną sprawą. Można powiedzieć przepraszam i raz dwa załatwić sprawę. Ale wydzwanianie z duperelami, które można załatwić za pół godziny, to już lekka przesada.

Pff, jestem zdegustowana.

Dla odmiany wczoraj wieczorem ktoś mnie totalnie rozbawił. Człowiek, który jest dość znany, jest osobą publiczną, a w pewnych kręgach jest niezwykle popularny. Prywatnie jest nieco zblazowany, ale oprócz tego niezwykle miły, sympatyczny, a przede wszystkim ma w sobie mnóstwo pozytywnej energii. Śmiałam się z tego co mówił, ale najbardziej bawiło mnie udawanie, że nie wiem kim on jest. Z początku nie wiedziałam, ale potem przyszło olśnienie. A do tego on się wił, żeby się nie przyznać że to właśnie On. Jeszcze teraz tu chichoczę z tych rozmów. Tyle dobrego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz