sobota, 28 września 2013

Tak to jest jak sobie człowiek wrzuci na luz

Co to jest za moda, żeby na pierwszym spotkaniu osobnicy płci męskiej co chwila wspominali o dziecku?!

***

During the meeting, he told: You can call me anytime! You can rely on me!
Few days later. I'm calling... But there is no answer. Once, twice... he is still too busy to answer the phone.

***

I właśnie przez takie sytuacje wrzuciłam sobie na luz. Oczywiście jak na złość, teraz wszyscy chcą się spotykać i deklarują rzeczy o których nie powinni wspominać. Mam wrażenie, że w facetach coraz więcej desperacji.

***

Inspirujące było spotkanie z Panem Coachem na wystawie. On żyje swoją pasją, ma poczucie humoru. Był taki nienarzucający się, to był na prawdę miły wieczór. Sądziłam, że to kobieta powinna być tajemnicza, jednak on jest w tym mistrzem. Nie pojmuję o co chodzi z tym człowiekiem. Najpierw jest ciepły, miły, serdeczny, a w ciągu sekundy przełącza się w tryb totalnego zamknięcia w sobie.

piątek, 27 września 2013

WTF?!

Przypadkowe spotkanie. Facet jest sympatyczny. Zaprasza mnie na kawę. Przyjmuję zaproszenie. Spotykamy się po kilku dniach w kawiarni w centrum Wawy. Przychodzi elegancko ubrany. Wypastowane buty, jeansy, ładna marynarka, szlachetny sweterek, odprasowana koszula. No właśnie. Sweterek rozpięty do połowy i do tego rozpięta koszula. Rozpięta niemal do połowy! Nie jeden guzik pod szyją. Nie dwa i nie trzy! Rozpięta jest połowa guzików! WTF?!


czwartek, 26 września 2013

Wakacje, wakacje i po wakacjach

I stało się. Mój urlop się skończył. 24 września wróciłam do domu i cieszyłam się, bo wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Tym bardziej, że przez ostatnie dwa dni z nieba waliło żabami.

Najpierw tydzień na Mazurach pilnując obiektu pod nieobecność pracowników. Po trzech dniach samotności zaprosiłam sobie gości i było bardzo, bardzo miło. Koleżanka została na kolejne kilka dni i to był ciężki czas. Uczyłam ją jeździć konno, a bardzo ciężko jest uczyć osobę, która musi każda uwagę skwitować, podsumować, wyjaśnić, wytłumaczyć. Do tego musiałam wziąć poprawkę, że to osoba niespecjalnie sprawna fizycznie, więc postępy były bardzo wolne. Wolniejsze, gdyż walczyłam każdego dnia na miecze z brakiem przekonania do koni i ogólnej koncepcji jazdy konnej. To była niezwykła lekcja cierpliwości dla mnie. Momentami chciałam zakląć soczyście, żeby kursantka przestała dyskutować, tylko się ogarnęła. W końcu jednak coś się odetkało, otworzyła się klapka w głowie koleżanki i przekonała się, że nie taki koń straszny.

Potem wyjazd nad morze na galopy po plaży. Oprócz nas dwóch, dojechało tam jeszcze małe stadko 4 osób dorosłych + rozkoszny 1,5 roczny chłopiec.

Nie jestem w stanie znieść narzekania, nakręcania się. Rozumiem, że można powiedzieć raz czy drugi, że coś się partoli w życiu, ale przez 4 dni to lekka przesada. Ponadto, wrąbałam się w rolę kierownika wycieczki chociaż starałam się uniknąć tego jak zapalenia pęcherza. Niestety nie udało się i nie było dnia, żebym musiała decydować o sprawach o których nawet nie chciałam myśleć. Grunt, że coraz lepiej mi wychodzi przełączanie się w stan stand-by. Niby jestem i wiadomo, że w każdej chwili można mnie zapytać czy poprosić o pomoc, jednak byłam w stanie relaksu. momentami nawet głębokiego relaksu. Plaża, wino, wiatr, konie, galopy.

W tych jakże pięknych okolicznościach przyrody przekonałam się, kto się nadaje jako towarzysz wyjazdów, a kto jest jak ryba i po trzech dniach zaczyna śmierdzieć. Chwilami żałowałam, że nie pojechałam sama jak zwykle. Momentami cieszyłam się, że jestem z grupą znajomych. Następnym razem jednak, ustawię na środku domu wielki słój. Za każde narzekanie, osobnik będzie w obowiązku wrzucić 5 PLN do słoja. Gdyby tak było tym razem, to bym uzbierała całkiem przyzwoita kwotę i mogłabym kontemplować ich problemy w okolicznościach śródziemnomorskiej przyrody popijając drinki z parasolką.

Na dniach napisze o tym, jak wiedza może stać się przekleństwem.

I tak na marginesie, widziałam się z obiektem moich westchnień. To niezwykły, fantastyczny mężczyzna. Ustala się wzorzec do którego będzie równany szereg.

piątek, 13 września 2013

Urlopowanie - częśc pierwsza.

Siedzę sobie w dzikiej głuszy. Mój dzień sprowadza się do nakarmienia koni, nakarmienia psa i nakarmienia siebie. Oprócz tego muszę konikom dościelić. I nic więcej nie muszę robić! Czyż to nie fantastyczne?!

Wczoraj miałam gościa komercyjnego, po wyekspediowaniu go po śniadaniu, zarządziłam wyprawę do lasu. Lał deszcz ale kurtka + płaszczyk plastikowy rozwiązały problem. Nazbierałam mnóstwo grzybów, które obgotowałam. Będzie z nich sosik do kopytek albo ziemniaczków. Dościeliłam konikom i przygotowałam im kolację. Nazbierałam jabłek w ogrodzie dla koni i na szarlotkę. Zebrałam tez kilka gruszek do jedzenia. Psisko z szaleństwem w oczach kradło mi gruszki i je zjadało. Kobyłki się dziś włamały do ogrodu by pojeść jabłek we własnym zakresie.

Zrobiłam zakupy na jutro bo będę miała gości. W domu pachnie szarlotką, którą właśnie wyciągnęłam z piekarnika. Gotuje jeszcze jedzenie dla psa na najbliższe dwa dni.

Za chwilę zalegnę z książką, a potem zasnę wyluzowana i fizycznie zmęczona. Zasnę pewnie z tym uroczym uśmieszkiem który mi się wczoraj przykleił do twarzy i z niej nie schodzi. Jak niewiele do szczęścia potrzeba człowiekowi :)

A tutaj krótka relacja z wczorajszego dnia. Fajnie mam, co?


środa, 11 września 2013

Podryw na śmietnik i psychopata

Przeżyłam dziś najzabawniejszy podryw w moim życiu. Wychodzę z domu, jedną ręką prowadząc rower, a w drugiej trzymam worek ze śmieciami. Podążam tak do altanki śmietnikowej. Ręce zajęte, więc jak zwykle stopą próbuję otworzyć wrota. Męczę się, bo ktoś potraktował bramę śmietnikową z kopa i się zatrzasnęła. I wtedy podchodzi jakiś człowiek i pyta czy mi pomóc. Tu błysnęłam yntelygencją i poprosiłam by potrzymał mi rower. Moja wiara w ludzi wielokrotnie mnie zgubiła, ale i tym razem jakoś nie pomyślałam. No cóż. A Facet pyta się nie boję, że mi ukradnie ten rower. Mówię, że oczywiście istnieje taka możliwość. Zabrałam mu rower bo śmieci już wylądowały w pojemniku. On tymczasem nadal zagaduje. Żem taka sympatyczna, że wpadłam mu w oko (to miłe, że nie powiedział że jestem głupia i naiwna dając swój rower obcym ludziom). Przedstawia się z imienia i nazwiska, mówi, że mieszka tu w okolicy i prowadzi firmę zajmującą się tym i tym, no i czy bym nie umówiła się z nim na kawę.

A mnie zatkało. Myślami byłam gdzieś zupełnie indziej. On postanowił mnie odprowadzić, zagaduje, prawi komplementy, mówi że biega więc może na bieganie byśmy się umówili. W końcu wymieniliśmy się numerami telefonów.

Popołudniu dostaję smsa, że pozdrawia i jak mi minął dzień.

Co za odmiana! Nawet jeśli okaże się być totalnym palantem to tym jednak zaplusował. To było miłe z jego strony. Pomyślał o mnie, tak całkowicie niezobowiązująco i nienachalnie napisał.

***

Wczoraj byłam z  RS na wystawie fotografii na ogrodzeniu Łazienek. Świetnie się bawiłam. Było miło, interesująco. RS ma ogromną wiedzę na niemal każdy temat i widać, że niektóre tematy które go wciągnęły, po prostu w nim żyją i on żyje nimi. Później jednak zrobiło się dziwnie. Poczułam się nieswojo. Nie ogarniam zupełnie czy on jest zainteresowany czymś więcej niż znajomością (to wynikało z jego zachowanie podczas oglądania zdjęć). Ma takie momenty, że się zamyka w sobie, wycofuje. I ten jego wzrok. Patrzy i patrzy w oczy i milczy. I ni huhu nie wiadomo co mu w tej głowie siedzi.

Wniosek jest taki: albo to interesujący choć wycofany facet albo jakiś psychopata :D

W obu przypadkach mam ten komfort, że nie mam ciśnienia. Wiem jedno. Chce się czuć komfortowo. Nie zamierzam się stresować bo stresów już mam po kokardę. RS intryguje... Podrywacz od roweru wywołuje uśmiech na twarzy... jest ciekawie.
A teraz leżę w łóżku, zaraz obejrzę jakiś film na VOD, popijam porto i dziś, teraz, nic nie muszę! Cudowny czas, co za komfort!

poniedziałek, 9 września 2013

Inni ludzie, inny świat

Po Panu Światełko wrzuciłam sobie na luz. Mam po kokardę nowych znajomości. Jakby tego było mało, to wyczerpanie organizmu daje mi w kość. Z byle powodu łapię kontuzje, niczym piłkarz nożny. Tylko źle stanę a moją twarz wykrzywia grymas bólu niczym u Ronaldo, gdy ten przewróci się po potknięciu o źdźbło trawy na boisku. Jem zdrowiej niż tybetańscy mnisi. I mimo wszystko sił we mnie tyle co w koniu po Wielkiej Pardubickiej. Dzisiaj miałam totalny kryzys. Plecy, staw skokowy, nadgarstek... a całe mnóstwo rzeczy do zrobienia. W końcu by zebrać siły postanowiłam zaszaleć i poszłam biegać. Miałam prawie 3 tygodnie przerwy i czułam to. Zrobiłam klasyczną trasę, ale ostatni kilometr zrobiłam na ostatnich nogach. Wróciłam do domu i tu już było zupełnie inaczej. Humor szampański, nie ma to jak endorfinki. Uwielbiam gdy chlupoczą wesoło w moich żyłach.

Tydzień temu sędziowałam zawody. Zasadniczo to spędziłam czas w miłym towarzystwie i tamten weekend mnie olśnił. Nabrałam dystansu do wielu spraw, a w szczególności przypomniano mi, jak wartościową osobą jestem. Popatrzyłam sobie też na prawdziwych mężczyzn. Jakie to urocze gdy ma się do czynienia z dojrzałymi ludźmi. Z mężczyznami, a nie facetami. Którzy nie podrywają mnie tylko adorują. Nabrałam sił i tylko dzięki temu wyjazdowi dotrwałam do dzisiejszego dnia. Mam nadzieję, że spotkam tych ludzi znowu. To tak wesoła kompania, a jednocześnie pełna ciepła, wyrozumiałości, dystansu do życia... przebywanie w towarzystwie takich osób sprawia, że wygrzebuję się z warszawskiego bagienka.

Nabrałam dystansu, otrzymałam mnóstwo pozytywnej energii. I pragnę by to wróciło!

wtorek, 3 września 2013

Pan Światełko - epilog

W poniedziałek około południa Pan Światełko napisał smsa:
 Coś tak czuję że zrezygnowałaś ze znajomości ze mną...nie mam żalu. Życie toczy się dalej. Powodzenia życzę i szczęścia. Pozdrawiam. Pan Światełko.

Więc jednak się obraził. Dzięki temu co napisał byłam już pewna że szkoda czasu dla takiego człowieka. Zastanawiałam się tu chwilę jak zareagować. Potem postanowiłam sprawdzić na ile jest mną zainteresowany. najpierw chciałam odpowiedzieć mile i spokojnie. Zrezygnowałam jednak, na rzecz małego testu. Napisałam mu:
Nie rób scen. Gdybyś tak o mnie myślał jak pisałeś to powinno Cię choć ciut zainteresować jak się mam, czy jak mi se wracało. Wtedy dowiedziałbyś się, że miałam małe perypetie w drodze powrotnej i dopiero godzinę temu dotarłam do domu. Powodzenia zatem i szczęścia. Khira. 
Miałam wyrzuty sumienia, że kręcę. Byłam jednak ciekawa czy rzeczywiście jest takim skoncentrowanym na sobie człowiekiem, czy może się pomyliłam. W końcu w każdym smsie pisał "Myślę o Tobie".

Moje wątpliwości rozwiały się momentalnie wraz z nadejściem odpowiedzi:
Perypetie, wypadki i wojny nie są przeszkodą do napisania jednego małego smsa. No ale pewnie zbyt wiele oczekuję. Sorki. Powodzenia. Pan Światełko.

Ani słowa o tym co to za perypetie. Żadnego pytania czy jestem cała. Oczywiście, to żaden problem napisać smsa. Rzeczywiście wracałam z małymi perypetiami i nie były one tak poważne bym nie mogła napisać smsa. Jednak oczekiwałam zupełnie innej reakcji. Liczyło się tylko to, że nie odpisałam na smsa. Nie ważne czy urwało mi nogę, rozbiłam się gdzieś czy auto stanęło w trasie. Najważniejsze to napisać sms do Pana Światełko bo w końcu on o mnie myśli!

Może to ja zbyt wiele oczekuję. Tego jednak nie zmienię. Interesuje mnie co słychać i co się dzieje z bliskimi mi osobami. I oczekuje takiego zainteresowania z ich. Właściwie to nawet nie muszę oczekiwać bo zawsze przychodziło to samo, naturalnie, tak jak mnie. Historia z Panem Światełko zakończona i nie jest mi żal. Nauczyłam się na co zwracać uwagę w nowych znajomościach.

Wciąż wspominam weekend. Był fantastyczny!

poniedziałek, 2 września 2013

Mazury, przyjaciele i Pan Światełko

Uff. Dzisiaj z jednej strony jestem rozpalona szczęściem, a z drugiej strony skurczona lękiem.

Mama pojechała do szpitala i dziś będzie wiadomo co dalej. Jakie leczenie, czy operacja czy chemia. Mama jest w złej formie, Tata w jeszcze gorszej. Wszystko go wyprowadza z równowagi. Mama przybita. Horror.

Z drugiej strony spędziłam ten weekend niezwykle aktywnie w otoczeniu przyjaciół i osób niezwykle mi przychylnych. Po jednym dniu oderwania pd pracy, problemów, zaabsorbowania zawodami, odpoczęłam jakbym tam była tydzień.

Przy okazji Pan Światełko, który ostatnio się pojawił, dał mi do myślenia. Poznałam go dwa tygodnie temu. Spotkaliśmy się na kawę i było bardzo sympatycznie. Potem wymiana smsów, a w czwartek umówiliśmy się na rowery. I znowu było miło i sympatycznie. W piątek wyjeżdżałam. Czekała mnie długa droga, wieczorem, po ciemku. Pan Światełko nie odzywał się. Napisałam sms, co tam u niego, ale nie odpisywał. Odezwał się po dwóch godzinach, że ok i że myśli o mnie. Generalnie co sms to tekst "myślę o Tobie". Wtedy zaczęłam zwracać uwagę, że deklaracja deklaracjami, ale miałam wątpliwości co do zakresu tego myślenia. I tu wracamy do piątku. Po 21 przysyła smsa na dobranoc. Odpisuję, że dobranoc, a ja jeszcze jadę. A on się pyta smsowo co tak chłodno odpowiadam. więc piszę, że jadę że korki, że zmęczona jestem. A on nagle przysyła smsa, że ma takie jedno marzenie, że chce mieć dziecko. I wtedy mnie olśniło. To kolejny raz w ciągu dwóch tygodni jak on mówi o dziecku. Przez ten czas ani razu nie zapytał jak mi mija dzień, jak się czuję, co u mnie. a w piątek nie interesowało go jak mi się jedzie. Nie prosił by dać mu znać jak dotrę na miejsce. Przez weekend nie pytał jak zawody, jak mi mija czas, ale "myślał o mnie".
W pewnym momencie poczułam sie jak inkubator. On szuka kogoś z sensem kto mu urodzi dziecko i tylko dziecko go interesuje.

Przerabiałam takie klimaty z Eksiem. Brak zainteresowania, dbałość tylko i wyłącznie o swoje sprawy. Nie chcę tego przerabiać po raz kolejny. W piątek jeszcze chciałam dać mu szansę na rehabilitację. Dzisiaj jednak nie mam ochoty na spotkanie z nim. Nie chcę zmieniać człowieka, jeśli jest taki jak się zaprezentował, to nie chcę z kimś takim się spotykać. Im więcej o tym myślę, to na spotkaniach był dokładnie taki sam. Nie interesowały go moje sprawy. Planował gdzie razem pójdziemy, pojedziemy, etc. Tylko czy tam było miejsce dla mnie i mojego życia?

Przysłał jeszcze w sobotę smsa z pytaniem o której i gdzie widzimy się w poniedziałek. Gdyby to był piątek to bym się z nim umówiła, jednak w sobotę, po długiej rozmowie z przyjaciółmi, nie bardzo miałam ochotę. Dlaczego? Bo spotkałam się z ludźmi całkiem mi obcymi którzy interesowali się mną i moimi sprawami bardziej niż Pan Światełko. Przy okazji pewien mężczyzna przypomniał mi, jakie partner ma obowiązki. Jak powinien się zachowywać wobec kobiety. Uświadomiłam sobie, że Pan Światełko to strzał kulą w płot. Z braku laku poniekąd zgodziłam się na ogromne kompromisy, jednak są kwestie, z których nie należy rezygnować.

I najlepszy przykład mamy teraz. Jest poniedziałek godzina 11. Pan Światełko wiedział, że wracałam wczoraj z Mazur. Nie zainteresowało go czy wróciłam. Nie odpisałam na smsa na dobranoc. Kogokolwiek innego by zastanowiło to, bo jednak długa droga, samochodem, w dużym ruchu... dzisiaj do rana też cisza. O czym to świadczy? Albo się obraził o brak odpowiedzi na smsa o dziecku, albo poczuł się urażony, że nie podałam terminu spotkania, albo nie robi mu to różnicy czy wróciłam czy nie, bo takich potencjalnych inkubatorów to ma w swoim otoczeniu więcej. Ale to już nie moje zmartwienie.