poniedziałek, 9 września 2013

Inni ludzie, inny świat

Po Panu Światełko wrzuciłam sobie na luz. Mam po kokardę nowych znajomości. Jakby tego było mało, to wyczerpanie organizmu daje mi w kość. Z byle powodu łapię kontuzje, niczym piłkarz nożny. Tylko źle stanę a moją twarz wykrzywia grymas bólu niczym u Ronaldo, gdy ten przewróci się po potknięciu o źdźbło trawy na boisku. Jem zdrowiej niż tybetańscy mnisi. I mimo wszystko sił we mnie tyle co w koniu po Wielkiej Pardubickiej. Dzisiaj miałam totalny kryzys. Plecy, staw skokowy, nadgarstek... a całe mnóstwo rzeczy do zrobienia. W końcu by zebrać siły postanowiłam zaszaleć i poszłam biegać. Miałam prawie 3 tygodnie przerwy i czułam to. Zrobiłam klasyczną trasę, ale ostatni kilometr zrobiłam na ostatnich nogach. Wróciłam do domu i tu już było zupełnie inaczej. Humor szampański, nie ma to jak endorfinki. Uwielbiam gdy chlupoczą wesoło w moich żyłach.

Tydzień temu sędziowałam zawody. Zasadniczo to spędziłam czas w miłym towarzystwie i tamten weekend mnie olśnił. Nabrałam dystansu do wielu spraw, a w szczególności przypomniano mi, jak wartościową osobą jestem. Popatrzyłam sobie też na prawdziwych mężczyzn. Jakie to urocze gdy ma się do czynienia z dojrzałymi ludźmi. Z mężczyznami, a nie facetami. Którzy nie podrywają mnie tylko adorują. Nabrałam sił i tylko dzięki temu wyjazdowi dotrwałam do dzisiejszego dnia. Mam nadzieję, że spotkam tych ludzi znowu. To tak wesoła kompania, a jednocześnie pełna ciepła, wyrozumiałości, dystansu do życia... przebywanie w towarzystwie takich osób sprawia, że wygrzebuję się z warszawskiego bagienka.

Nabrałam dystansu, otrzymałam mnóstwo pozytywnej energii. I pragnę by to wróciło!

1 komentarz:

  1. Bardzo optymistyczny ten dzisiejszy post, Olu! Tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń