piątek, 13 września 2013

Urlopowanie - częśc pierwsza.

Siedzę sobie w dzikiej głuszy. Mój dzień sprowadza się do nakarmienia koni, nakarmienia psa i nakarmienia siebie. Oprócz tego muszę konikom dościelić. I nic więcej nie muszę robić! Czyż to nie fantastyczne?!

Wczoraj miałam gościa komercyjnego, po wyekspediowaniu go po śniadaniu, zarządziłam wyprawę do lasu. Lał deszcz ale kurtka + płaszczyk plastikowy rozwiązały problem. Nazbierałam mnóstwo grzybów, które obgotowałam. Będzie z nich sosik do kopytek albo ziemniaczków. Dościeliłam konikom i przygotowałam im kolację. Nazbierałam jabłek w ogrodzie dla koni i na szarlotkę. Zebrałam tez kilka gruszek do jedzenia. Psisko z szaleństwem w oczach kradło mi gruszki i je zjadało. Kobyłki się dziś włamały do ogrodu by pojeść jabłek we własnym zakresie.

Zrobiłam zakupy na jutro bo będę miała gości. W domu pachnie szarlotką, którą właśnie wyciągnęłam z piekarnika. Gotuje jeszcze jedzenie dla psa na najbliższe dwa dni.

Za chwilę zalegnę z książką, a potem zasnę wyluzowana i fizycznie zmęczona. Zasnę pewnie z tym uroczym uśmieszkiem który mi się wczoraj przykleił do twarzy i z niej nie schodzi. Jak niewiele do szczęścia potrzeba człowiekowi :)

A tutaj krótka relacja z wczorajszego dnia. Fajnie mam, co?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz