niedziela, 24 listopada 2013

Oferta

Znowu się wmieszałam w nieswoje sprawy. Znajomi się zastanawiają, że biznes im średnio idzie. Chcą by reklamować ich ofertę pośród znajomych, ale to co oferują dość mocno rozmija się z rzeczywistością. Właściciel który chodzi niemal non-stop z browarem w dłonie, walające się śmieci po terenie, kubeczki, kapsle od piwa. Poprzepalane żarówki, nieterminowe świadczenie usług dodatkowych. I teraz wyobraźcie sobie, że macie w takich okolicznościach przyrody spędzać swój wolny czas. Chcielibyście?

Po ostatnich ogłoszeniach powiedziałam koleżance, że jest taka oferta, że fajne miejsce. Przyjechała i zobaczyła i zaczęło się. Pretensje, że tylko straciła czas bo syf, kiła i mogiła.

Powiedziałam znajomym, że chciałam im pomóc, że rozpropagowałam ich ofertę, ale odzew jest taki jak widać. No i się znajomi obrazili. Przecież oni nie mają już siły ani czasu żeby sprzątać po tym jak ich pozostali klienci brudzą i śmiecą.

I stąd proszę państwa się bierze zazdrość i zawiść. Jednym biznes idzie bo dbają o swoich klientów, a inni ledwo wiążą koniec z końcem, bo kładą nacisk nie na to co trzeba. Jest czas na picie piwa, ale przede wszystkim trzeba znaleźć chwilkę na zadbanie o standard. Może być skromnie, ale ma być czysto!

A w Poznaniu pada śnieg :)

środa, 20 listopada 2013

Młodzian i Dziewuszka

Pewien młody chłopak dostał szansę od biznesmena inwestującego w konie. Młodzian miał stac się czołowym zawodnikiem tworzonego klubu sportowego. Biznesmen ściągnął najlepszych trenerów, kupił kilka doskonałych koni na konkursy pucharu świata. Młodzian startował, a że bestia była piekielnie zdolna to wspinał się po szczeblach kariery. Tuz po dwudziestce jeździł po Europie na zawody skokowe małej rundy (dla niewtajemniczonych - przeszkody są wysokie, nawet bardzo wysokie, a parkury dość trudne). Biznesmen poszedł na ręke młodemu zawodnikowi by ten mógł podjąć studia dzienne. Kupował kolejne konie by mieć materiał do startów na przyszłość.

W stajni pojawiła się młoda dziewoja. Twarz aniołka, dość zgrabna, ale zadufana w sobie dziewusia. Jej zadaniem było czyścić konie dla Młodziana. Chwilę to trwało nim udało jej się owinąć Młodziana wokół małego paluszka. Niestety nie skończyło się to dobrze dla Młodziana. Odciągała go od treningów i skromny chłopak coraz częściej rezygnował z siebie na rzecz Dziewusi.

Matka Młodziana i Biznesmen rozmawiali z Młodzianem, by ten się zastanowił co robi. Nie docierało do niego to co mówili wszyscy wokół, że Dziewczę ma na niego zły wpływ. Zakochany był po uszy, pierwszy raz tak bardzo. A Ona marzyła by z nim zamieszkać i odseparować go od wszystkich osób, które za nią nie przepadały.

Młodzian dostał propozycję pracy z innej stajni. Dziewuszka zatarła rączki z radości. Mieszkanie, konie, starty. Obydwoje rzuciło studia i wyjechali. Gdy o tym usłyszałam, a znałam ta stajnię i układy tam panujące, wiedziałam,że to się skończy słabo. I tak to po niecałych dwóch latach Młodziana wykopano, ot tak z dnia na dzień. Bo skoro już podjeździł konie na wysokie konkursy to ma spadać, bo teraz syn właściciela będzie na nich startował.

Młodzian rozczarowany. Tym bardziej, że przez te dwa lata niewiele startował, a jeśli nawet to tylko konkursy średnich klas w PL. Skończyły się świetne konie i startowanie w największych europejskich konkursach. Wciąż mu obiecywano, że jak przygotuje lepiej konie, to będzie mógł na nich startować w konkursach Pucharu Europy. No to się nastartował...

Ciekawe co dalej. Skądinąd wiem, że Dziewuszka jest tylko nieco rozżalona. On załamany. Czy Biznesmen da mu kolejną szansę? Jestem bardzo ciekawa jak się potoczą losy. Nie ukrywajmy, że prawie dwa lata bez treningów z najlepszymi trenerami, jazda na młodych konia i Chłopak na pewno nie nabrał więcej umiejętności. Brak startów w międzynarodowych konkursach na bank odbił się na jego formie. Przykre... jedyne co go ratuje to talent i ciężka pracy. Oby Dziewuszka go nie zniszczyła do reszty uzdolnień i nie przeszkadzała w ciężkiej pracy by znowu wspiąć się na szczyt.

sobota, 16 listopada 2013

Wieczór z muzyką

Kto wie co to za kawałek:

Teraz kładę się spać
Modląc się, by Pan strzegł mą duszę
Jeśli umrę zanim się obudzę
Modlę się do Pana by zabrał moją duszę

Cicho, dzieciątko, nie mów ani słowa
Nie zwracaj uwagi na ten hałas, który słyszysz
To tylko bestia pod twoim łóżkiem
W twojej szafie, w twojej głowie

Dobranoc:)

poniedziałek, 11 listopada 2013

Wiedza

Dzisiejszy dzień spędzam w ciszy i samotności. Nie jestem w stanie spędzić kolejnego dnia z ludźmi.

Miało być swego czasu o wiedzy i dziś o tym będzie.

Wokół mnie jest ogromna grono osób posiadających ogromną wiedzę. Jedna osoba ma ogromne doświadczenie i wiedze dotyczącą programowania. Ktoś inny dotyczącą pracy z końmi. Jeszcze ktoś inny jest niczym encyklopedia historyczna. Są osoby któe wiedzą wszystko na każdy temat. Bardzo duzo czytają, słuchają. Są doskonali trenerzy.

I co z tego?! Cóż z tego, skoro znakomita większość tych osób nie robi ze swej wiedzy użytku. Nie rozumiem też dlaczego ludzie o umysłach otwartych na wiedzę ze swojej dziedziny, są tak zamknięci na wiedzę choćby podstawową z innych dziedzin.

W efekcie genialny programista ma wieczne problemy z firmą bo nie jest w stanie przyswoić wiedzy z zakresu zarządzania zespołem. Dziewczyna posiadająca ogromną wiedzę z zakresu dietetyki i aktywności ruchowej, jest otyła. Fantastyczny trener jeźdźców i koni ledwo przędzie bo jeździ na szkolenia z treningu, ale nie szkoli się z zakresu marketingu.

Żal patrzeć jak się wiedza marnuje. Jak Ci ludzie marnują swój potencjał. Ale najgorsze jest to, że się mądrzą. Nie jestem w stanie wytrzymać więcej jak jeden dzień z takimi ludźmi, bo każda minuta jest przesycona ich mądrością. Przytłaczającą mądrością, bo są tak pewni siebie, że nie tolerują zdania odmiennego od ich punktu widzenia. Zapomnieli, że ich wiedza obejmuje tylko pewien zakres, konkretne dziedziny. W swym zapatrzeniu w siebie uznali, że są tak genialni, że nie muszą się z nikim liczyć, a przede wszystkim patrzeć na siebie krytycznym okiem.

Brak pokory i autorefleksji sprawiają, że obcowanie z tymi ludźmi jest trudne.

środa, 6 listopada 2013

O pieska i kotkach

Od kilku dni ciesze się, bo zamieszka ze mną psisko. Póki co piesio mieszka sobie w hodowli i dorasta do tego momentu gdy będzie mógł do mnie przyjechać.

Zdecydowałam się na sznaucera miniaturowego. Na rasowego psa, z porządnym rodowodem ZKwP. Dlaczego? Bo chciałam psa który reprezentuje pewien zestaw cech: energię, dłuższe łapki, ruchliwość, niewielki rozmiar, chęć uczenia się, a także niewielkie rozmiar, miła w dotyku ale nie liniejąca sierść i ciemna maść.

mam rasowego kota i potrafię docenić zwierzę rasowe, posiadające cechy które są charakterystyczne dla danej rasy. Przez 17 lat miałam kundelka (mieszaniec podhalańczyka z owczarkiem niemieckim). To był cudowny pies, ułożony przeze mnie od szczeniaka, jednak teraz bałam się wziąć jakiegoś szczeniaka nie wiedząc choćby jak duży wyrośnie. Nie chciałam latających wszędzie kłaków, bo już kot mi zapewnia taką rozrywkę. I znam całe mnóstwo psów które wychowywane w nieodpowiednich warunkach bywają agresywne. A agresja ta jest generowana przez głębokie lęki. Dlatego też nie zaryzykowałam psa ze schroniska.W mieszkaniu, a potem przy koniu, nie chce ryzykować z płochliwym, strachliwym psem.

No i tak się złożyło, że mogę sobie finansowo pozwolić na posiadanie psa z dobrej hodowli. Odchowanego, dobrze odkarmionego, przystosowanego społecznie do życia między ludźmi i innymi psami. Nie ryzykowałam kupna psa z pseudohodwli bo bez sensu jest wydawac pieniądze na pieska, który prawdopodobnie do sznaucerka będzie podobny. Ale takich piesków są pełne schroniska.

I mój pies z rodowodem, jeszcze u mnie nie zamieszkał, a już wywołał burzę. Ci którzy mają psy z rodowodem cieszą się ze mną, bo rozumieją co mną kierowało. Osoby posiadające kundle przypuściły na mnie atak. jak mogę wydawać pieniądze na psa z rodowodem skoro oni mogą mi kundla załatwić. Nie rozumieją, że chcę właśnie sznaucera. Nie kundla, choćby najbardziej urokliwego i ślicznego. Chcę czarnego sznaucera. Koniec, kropka!

Co ciekawe, niektóre argumenty i reakcje są podobne do tych jak po wymianie mojego samochodu na inny. Jakby nie mogli przeżyć, że wydaję pieniądze realizując jakieś woje marzenia czy plany. Gdy wymieniałam samochód na nowy pytali po co mi nowy samochód, jak za te pieniądze mogę mieć wielkie wypasione dziesięcioletnie auto. Nie trafiało do nich, że chce mały nowy samochód, żeby nie martwić się naprawami, bo nie mogę pozwolić sobie na to by samochód stał w serwisie co kilka tygodni. I z piesiem podobnie. Po co Ci pies za tyle a tyle, jak za te pieniądze możesz mięć milion kundli. Mogę, ale nie chcę!

Patrząc na to z boku, to niezły test na znajomych. widać, kto potrafi się cieszyć ze mną piesełkiem, a kogo zżera jakaś zawiść czy zazdrość. Podejrzewam, że te uczucia kierują tymi ludźmi. Żadna z tych osób nie robi nic, by ratować zwierzęta ze schronisk. Nie zasilają fundacji, nie prrzygarniają piesków czy nie zostali wolontariuszami. Ale ja jestem w ich mniemaniu złym człowiekiem bo będę mieć psa rasowego. To jakaś paranoja jest!