piątek, 25 grudnia 2015

Rok minął...

Minął ponad rok od mojego ostatniego wpisu na tym blogu. Bardzo dużo się zmieniło w ostatnim czasie.
Przede wszystkim stan Mamy jesienią się pogorszył.  Zmarła w marcu 2015. Mega trauma. Ból nowotworowy to coś potwornego.
Potem pogrzeb i wszystko na mojej głowie bo Tata i Brat w totalnej rozsypce.
Do tego zmiana pracy której dokonałam pod koniec 2014 roku i w związku z tym chęć wykazania się,  osiągnięcia czegoś.
Problemy w związku i znowu samotność.

Jest 25 grudnia i niby nie jestem sama. Wokół mnie kilka osób ale w rzeczywistości nie mam w nich zbyt wielkiego oparcia. Mogę liczyć na pomoc, ale nie na rozmowę,  wyplakanie się na ramieniu. Jest mi ciężko.  Przygotowałam te święta.  Gotowanie, prezenty ale nie cieszą mnie w ogóle.  Mój Tata zaprosił dziś faceta z którym się spotykałam przez długi czas. Oni się lubią.  On mnie traktuje jak powietrze. Jest miły i grzeczny ale w taki chciałoby się powiedzieć kastrujacy sposób.  Mimo iż jestem kobietą.

Wybaczcie brak polskich liter tu i ówdzie. Jeszcze nie do końca opanowałam pisanie z tabletu. Niedługo sobie sprawie do niego klawiaturę to będzie mi łatwiej.

Sukcesy też były i są. Chciałam być w pierwszej dziesiątce pracowników naszego oddziału i jestem. Chciałam zrobić konkurs prezesa i zrobiłam. Jestem doceniana, jak mówi pani dyrektor, jestem ich skarbem, diamentem i będzie mnie wspierać i pomagać bym osiągnęła sukces.

Właśnie zrobiłam listę rzeczy tych dużych i drobnych na najbliższy rok. Chcę iść na kurs tańca żeby się ruszać,  być pośród ludzi. Odgruzuje mieszkanie w niepotrzebnych rzeczy bo i stanie zaczęłam to robić i spodobało mi się.  Mam sporo celów zawodowych, ale przede wszystkim chciałabym poczuć szczęście w duszy. Taki stan gdy jechalam samochodem śpiewając,  uśmiechać się do ludzi nie tylko z przyzwyczajenia. Czuć ta lekkość w środku ale i w postępowaniu. Nabrać pewności siebie.